Strona Główna            Forum           Kontakt             Ogłoszenia          Edukacja          Zagrożenia         Prawo

 
Wakacje

Internet

Literatura

Zabawki

Wyliczanki

Edukacja

Sztuka

Media

Teatr

Muzea

Fotografia

Zwyczaje

Języki Obce

Prawo

Warszawa

Zagrożenia

Ogłoszenia

Współpraca

O stronie

Napisz do nas

 
Dziecko i Literatura >>
Polecamy książki dla Dzieci >>

 



Nowości  / Luty 2007

 

Przejście. Tajemnica Almarynu

Dorota Mularczyk


Zdjęcia - Projekt okładki i rysunki: 

Martyna Szparago 

Rok wydania : 2006
Wydanie : I
Format : 14,30 x 20.50 cm
Ilość stron : 248
Oprawa : miękka, papier - offset.
ISBN 83-89896-50-8

Wydawnictwo: Galaktyka

 

O książce

Motyw tajemniczego przejścia znany  w literaturze dla dzieci i młodzieży od dawna. Przypomnijmy sobie choćby Alicję w Krainie Czarów, Opowieści z Narnii, czy choćby Niekończącą się Opowieść, w której Bastian po przekroczeniu granicy Krainy Fantazji staje się jej największym bohaterem.

Jeden krok, krótka chwila – i znajdujemy się w niezwykłej krainie o nazwie Edenaria, w której czekają na nas przygody i zaskakujące zbiegi okoliczności, w której czas nie odgrywa tak ważnej roli w świecie rzeczywistym. Tak jest w opowieści Doroty Mularczyk.

Główni bohaterowie Marcin i Piotrek to zwyczajni chłopcy, którzy  poznają tajemnice magicznego Almarynu. Kilkunastoletni Marcin po odejściu ojca, przygnębiony i znudzony nieco otaczającą go rzeczywistością z zachwytem spostrzega się, że znajduje się w świecie, w którym jest najważniejszym bohaterem. Teraz wszystko jest w jego rękach. Czy uda mu się wspólnie z Piotrkiem  pokonać Uzara i jego sprzymierzeńców i uratować Edenarię? 

Autorka wprowadza nas w niezwykły świat, w którym dobro walczy ze złem, jednak ta walka jest pozbawiona agresji, przemocy i krwi. Nie ma w niej brutalnych scen, jakich tak wiele we współczesnej literaturze i grach komputerowych. Książka rozbudza wyobraźnie młodego czytelnika i pokazuje, że każdy może być wyjątkowy, każdy jest w stanie pokonać wszelkie trudności i własne słabości, pod warunkiem, że uwierzy w siebie. Opowieść Pani Doroty porywa, wciąga i fascynuje. Przejście to książka przeznaczona dla kilkunastolatka, ale może się zdarzyć że wzruszy także osoby trochę starsze ... 

Fragmenty


Rozdział pierwszy

Dziura


- Za komórką z narzędziami jest dziura w ziemi - wypalił Marcin.
- No popatrz! - chłopiec udał ogromne zdziwienie. - W życiu by mi do głowy nie przyszło, że w ziemi może być dziura. A to, że na dodatek za komórką, to już jakaś niesamowita historia - odpalił bez namysłu Piotrek.
Dobrze, opowiem ci wszystko po kolei, tylko usiądź, ale jak skończę, to, proszę cię, nie wspominaj nic o udarze słonecznym.
Piotrek wysłuchał całej historii z takim wyrazem twarzy, jakby zobaczył przed sobą tańczącą w balecie ich okropnie puszystą sąsiadkę.
- Dlaczego od razu nie przyszedłeś do mnie? Chłopie, wskakuj w kapcie, bierzemy sprzęt i lecimy! - zapalił się Piotr.
Chwilę się zastanawiali, co mogłoby im się przydać, i dokonali podziału zadań. Najważniejsza była oczywiście lina i latarka, ale powinni wziąć i łopatę, bo może trzeba będzie, na przykład, coś odkopać. Rodziców Piotra nie było w domu, więc chłopcy nie mieli problemu z kłopotliwym tłumaczeniem się, po co im to wszystko. Gdy już stanęli z plecakami obok otworu w ziemi, Piotr, niczym rzeczoznawca, zaczął oglądać dziwo.
- Miałeś rację, to rzeczywiście tajemnicza sprawa. Ale ty jeszcze coś bredziłeś o pająkach i owocach. Może coś ci się w uszach potegowało?
- Fajnie, to może ty tam wejdziesz, a ja potrzymam cię na sznurze. Którą częścią wchodzisz? - zniecierpliwił się Marcin.
- Tak naprawdę to mam ciężkiego stracha - przyznał się Piotr.
- Idź może ty, będziesz miał mniej kłopotu z przeciśnięciem się przez cokolwiek. Przewiążesz się liną, a ja ją będę mocno trzymał... Jakby co, to przecież jestem silniejszy, łatwiej cię wyciągnę niż ty mnie.

 

- Mam na ten temat odmienne zdanie, ale pamiętaj, że to ja byłem odważniejszy. - Marcin wyprostował się z dumą i obwiązał się liną zakończoną pętlą.
- Jeśli szarpnę trzy razy, ciągnij mocno i wołaj o pomoc - poinstruował Piotrka.
Usiadł na brzegu dziury i powoli zaczął się w nią wsuwać. Od razu poczuł pod stopami coś miękkiego. Zdawało mu się, że to rozpulchniona ziemia, ale pod naporem stóp podłoże zaczęło łagodnie ustępować. Gdy schował się już cały, włączył latarkę i starał się coś dostrzec. Widział przed sobą wciąż mniejszy od siebie otwór, który zachowywał się tak, jak ściągacz przy rękawie swetra. Po paru metrach "rękaw" stał się tunelem o twardym podłożu i chłopiec mógł się wyprostować. Poświecił dookoła latarką - tunel miał około dwóch metrów szerokości i wysokości. Marcin chciał dotknąć sklepienia. Podniósł rękę i o mało nie usiadł z wrażenia, bo w tym momencie stało się tak jasno, jak w najlepiej oświetlonym pomieszczeniu. - Oho, pewnie fotokomórka - pomyślał. Tylko jedno było dziwne - nie widział żadnej lampy. Opuścił rękę, światło zgasło. Gdy ponownie podniósł, znów było jasno. Zadowolony z takiej automatyzacji, schował latarkę i poszedł szukać drugiego końca tunelu.
Po kilkunastu krokach zauważył porozrzucane po "podłodze" nieduże owoce. Starał się je omijać, ale też uważnie przyglądał się ścianom. Nie była to ziemia, a to coś nie brudziło ani ubrania, ani rąk. - Już widzę minę Piotrka, kiedy to wszystko zobaczy. - Przeszedł jeszcze kilkanaście metrów i zobaczył drugi "ściągacz". Serce zabiło mu mocniej, teraz dopiero zaczął się bać. - Ciekawe, co tam jest? Już miał zacząć się przeciskać
przez końcówkę tunelu, kiedy okazało się, że wyczerpał się zapas liny. Musiał zawrócić. Trzeba było widzieć zaskoczenie Piotra, kiedy Marcin wyszedł z tunelu taki czysty, jaki do niego
wszedł.

- Zbieraj się, Piotrek, idziemy razem. Zabrakło liny przed samym wyjściem, więc wróciłem.
- Jak to wszystko wygląda?
- Chodź, sam zobaczysz, to nic strasznego. Nie wiem, z czego ten tunel jest zbudowany, ale na pewno ziemi tam nie ma.
W milczeniu założyli plecaki, a Piotr wziął latarkę w rękę. Marcin uśmiechnął się pod nosem. Weszli. Po przeciśnięciu się przez "ściągacz", stanęli wyprostowani.
- Uważaj, Piotrek, nauczyłem się czarować. - Marcin podniósł rękę do góry.
- Jak ty to zrobiłeś?! - Piotrek wytrzeszczył oczy.
- Spróbuj sam. Podnieś rękę, a ja opuszczę - powiedział Marcin.
- Fajnie, nie trzeba szukać przełącznika - już pewniejszym głosem odezwał się Piotr.
- Patrz pod nogi - ostrzegł Marcin. - Jakieś owoce leżą na podłodze. Pełno ich tutaj.
- Hej, pamiętasz, co mi mówiłeś o owocach? Może nie chodziło o gruszki z twojego ogródka, tylko o te w tunelu. Pozbierajmy trochę, nie będziemy ich jeść, ale mogą nam się do czegoś przydać.
Ich plecaki trochę przybrały na wadze, ale przecież mieli już blisko do wyjścia. Stanęli przed drugim "ściągaczem". Marcin bez zastanawienia ruszył pierwszy, Piotr też się nie ociągał. Wkrótce wokół chłopca pojaśniało, jakby nad głową zaświeciło słońce, i Marcin poczuł ten sam przyjemny zapach, co poprzednio. Strach minął. Wystawił głowę przez otwór i to, co zobaczył, uspokoiło go całkowicie. Wyszedł z tunelu, a za nim wygramolił się Piotrek.

Zwykła trawa, normalne drzewa i krzaki, nawet kwiaty polne wyglądały na zwyczajne, tylko było ich trochę więcej niż gdzie indziej. I ten zapach, tak intensywny, że aż się w głowie kręciło przy głębszych wdechach. Jednak było tu coś... innego, niedostrzegalnego, coś, co się tylko wyczuwa.
- No i co dalej? Idziemy czy stoimy? - próbował głośno myśleć Piotr. - Mam lekki zamęt w głowie.
- Jeśli się stąd ruszymy, to trzeba jakoś oznakować przejście, żebyśmy mogli wrócić tą samą drogą. Spójrz, otwór tak się zmniejszył, jakby był przeznaczony co najwyżej dla zająca - powiedział Marcin.
Próbowali się rozejrzeć za jakimś dłuższym patykiem, żeby wbić go w ziemię tak, aby był widoczny z daleka. Ku ich zdziwieniu, nie znaleźli nawet najmniejszej gałązki, pomimo że wokół polany, na którą wyszli, rosły przeróżne drzewa.
- No to mamy problem, nawet nie możemy sobie zwiedzić tego zakątka - stwierdził Piotr, rozczarowany.
- Która godzina? - spytał Marcin. - Nie wziąłem zegarka.
- Piętnasta czterdzieści siedem, ale zaraz, zegarek stanął - zdziwił się Piotr. - Niedawno wymieniałem w nim baterię. Wiesz co, myślę, że nie powinniśmy dziś oddalać się z tego miejsca. Jutro tu wrócimy, weźmiemy dwa dobre zegarki, kijek i jakąś czerwoną wstążkę do zaznaczenia wejścia. Masz starszą siostrę, to powinna ci jakąś szmatkę wytrzasnąć. A teraz możemy się trochę pobyczyć. - Tak tu przyjemnie. - To mówiąc, zdjął plecak i rozciągnął się jak długi na trawie, rozkoszując się błogością chwili.
Marcin też zrzucił plecak i rozejrzał się za wygodnym miejscem, żeby nie trafić głową na kamień. Znalazł tuż obok coś, jakby kopiec kreta, ale obrośnięty brązowym mchem. Z przyjemnością rozluźnił wszystkie dotąd napięte mięśnie, kładąc się na plecach. Przymknął oczy, ręce rozłożył szeroko i zaczął sobie mruczeć, tak jak czasami przed zaśnięciem. Mięciutka trawa była bardzo przyjemna w dotyku. Poleżał chwilę, ale zaraz uniósł głowę i rozejrzał się.
- Nie sądzisz, że powinniśmy być ostrożniejsi?
- A co, boisz się, że zaatakuje nas armia rozwścieczonych ździebełek trawy?
- He, he. Bardzo śmieszne. - Marcin znów ułożył się wygodnie, przyznając przyjacielowi całkowitą rację.



 

dodane 19.02.2007

     

Copyright © 2003 - 2007 Wszelkie Prawa Zastrzeżone 

Wszelkie prawa autorskie do artykułów i tekstów zamieszczonych na tej witrynie należą do ich autorów. Kopiowanie, przetwarzanie w jakiejkolwiek formie w całości, lub fragmentach jest zabronione. Serwis działa od kwietnia 2003